Królestwo moje czy Czeski film? Recenzja gry: Kingdom Come: Deliverance

Po latach ciężkiej pracy małego studia Warhorse, Królestwo Czech ujrzało światło dzienne. Czy jest równie piękne, jak zapowiadano? Przekonajcie się w niniejszej recenzji!

Recenzja gry Kingdom Come: Deliverance

Kingdom Come: Deliverance to gra, która pozostawała gdzieś na skraju świadomości większości graczy, będących entuzjastami produkcji rodzaju RPG. Osadzony w realiach historycznych, tytuł studia Warhorse przenosi nas do możliwie wiernie odwzorowanego Królestwa Czech w 1403 roku. Głównymi założeniami gry miał być duży nacisk na realizm, ogromny, żyjący świat oraz historyczna dokładność wydarzeń, w ramach których bohater przeżywa swoją przygodę.

Projekt powstał w dużej mierze na bazie crowdfundingu. Pozwoliło to twórcom pozostać niezależnymi od dużych korporacji, co z kolei przełożyło się na możliwość wydania tytułu, który spełniłaby ich wizję. Na jej premierę trzeba było długo czekać, bo minęły aż 4 lata odkąd pojawił się pierwszy, grywalny build gry w wersji alfa. Czy udało się spełnić oczekiwania całej rzeszy fanów średniowiecznych klimatów oraz RPGów akcji? Przekonajmy się!


Grę do testów udostępnił nam:


Henryk, bohaterski wieśniak

Będąc bardziej ścisłym to syn kowala – w takiej roli właśnie plasuje nas na początku rozgrywki fabuła Kingdom’a. Ale po kolei – najpierw należy wprowadzić kontekst. Otóż czasy rozgrywki to wydarzenia bezpośrednio poprzedzające wojny husyckie. Po śmierci cesarza Karola IV Luksemburskiego, rządy w Czechach obejmuje jego syn, Wacław IV. Jak się okazuje, w przeciwieństwie do ojca, nowy władca jest dość nieudolny. Skutkuje to gwałtowną detronizacją i uprowadzeniem przez jego własnego brata – Zygmunta Luksemburskiego. Rozpoczyna się burzliwy okres – nie wszyscy możni panowie uważają wspomnianego władcę Węgier i Chorwacji za prawowitego króla Czech. W efekcie dochodzi do wybuchu wojny domowej i anarchii.

Jeden z wielu ataków łupieżczych wojsk najętych przez Zygmunta następuje we wsi Skalice. To właśnie tutaj, wraz z rodziną, żyje protagonista i bohater całej opowieści. W wyniku najazdu giną rodzice Henryka, natomiast on sam cudem uchodzi z życiem. Wiedziony chęcią dokonania zemsty oraz poczuciem obowiązku wobec swojego pana – Radzika Kobyły – wstępuje na służbę u dotychczasowego rządcy Skalic i zostaje giermkiem.

W tym miejscu otwiera się przed graczem świat Kingdom Come, który można zwiedzać praktycznie bez ograniczeń. Fabuła jest zatem względnie kliszowa (motyw zemsty za śmierć rodziców, droga „od zera do bohatera”). Jest ona mimo wszystko poprowadzona poprawnie i dość umiejętnie – na tyle, by zainteresować i zachęcić do poznania całej opowieści.


Bystry jak szalona rzeka, silny niczym tajfun

Rozwój postaci w Kingdom Come jest silnie inspirowany rozwiązaniami, znanymi z serii The Elder Scrolls. Będąc zupełnie szczerym to jest to kropka w kropkę identyczny system, polegający na tym, że wykonując dane czynności, Henryk staje się w nich progresywnie coraz lepszy. Tak oto strzelając ciągle z łuku podniesie się nasz poziom zaawansowania w łucznictwie, natomiast przemierzając długie dystanse wierzchem staniemy się wprawniejszymi jeźdźcami.

R E K L A M A

W telegraficznym skrócie cechy postaci są podzielone między atrybuty, walkę oraz umiejętności. Atrybuty opisują takie aspekty jak ogólna kondycja fizyczna postaci. Nad siłą, zręcznością, wytrzymałością oraz retoryką możemy pracować wykonując rozmaite działania podczas rozgrywki. Na charyzmę, ekspozycję oraz widoczność wpływają przede wszystkim ekwipunek postaci oraz posiadane umiejętności.

W zakładce walki znajdziemy z kolei ogólną wprawę w toczeniu pojedynków, obronie oraz korzystania z konkretnych rodzajów oręża. Sztuka walki oraz obrona zawierają atuty, które modyfikują różne aspekty starcia, takich jak intensywność obrażeń otrzymywanych poprzez krwawienie czy też szansę na ogłuszenie rywala poprzez celny cios w głowę. Odpowiedni stopień zaawansowania w posługiwaniu się danym typem broni pozwala z kolei na korzystanie ze specjalnych technik bojowych, będących swego rodzaju combo ciosami. Ich zaletą jest przede wszystkim gwarantowane trafienie oraz możliwość zranienia konkretnych partii ciała oponenta.

Umiejętności obejmują każdy inny opis kompetencji Henryka – od znajomości alchemii, poprzez jazdę konną i włamywanie się a na czytaniu kończąc. To ostatnie zresztą zostało bardzo ciekawie zrealizowane – na początku gry Henryk nie potrafi w ogóle czytać. Byłoby to dosyć dziwne, gdyby syn kowala posiadał tak niepraktyczną (jak na tamte czasy) umiejętność. Do chwili aż znajdziemy odpowiednią osobę, oraz uzbieramy wystarczającą kwotę aby nauczyć się tej sztuki, każdy tekst pisany będzie się prezentować jako zlepek losowych liter, skutecznie utrudniając zrozumienie listów oraz książek.

Warto zatem jak najszybciej nabyć umiejętność właściwego rozpoznawania liter oraz ich znaczenia, gdyż nie tylko pozwala to na czytanie książek (z których część zwiększa poszczególne cechy postaci), ale przede wszystkim bez umiejętności czytania wykonanie niektórych zadań jest niemożliwe. Można zatem spokojnie stwierdzić, że sposób realizacji progresji jest tutaj wykonany naprawdę dobrze, w sposób pozytywnie wpływający na imersję.


Szata jednak zdobi człowieka

W chyba żadnym innym RPGu to, co postać gracza ma na sobie, nie jest aż tak istotne. I nie chodzi tutaj jedynie o to, że zwykła szmata nie chroni równie skutecznie przed mieczem co pancerz płytowy, ale przede wszystkim o reakcje postaci niezależnych na bohatera odzianego w zakrwawione łachmany lub lśniącą, rycerską zbroję. Sam ekran ekwipunku informuje nas, że na Henryka można założyć aż 16 (!) elementów ubioru, podzielonego na parę warstw.

Na sam spód należy bowiem naciągnąć przeszywanicę lub jakikolwiek rodzaj materiałowego ubrania. Następnie warto nałożyć warstwę zbroi kolczej. Na sam koniec całość można dopełnić solidnym pancerzem płytowym. Tak odziany rycerz powinien być dobrze chroniony zarówno przed obuchami, strzałami oraz bronią ciętą. Naturalnie jednak stal chroni gorzej przed buzdyganem niż – dajmy na to – ćwiekowana zbroja skórzana, którą można nałożyć w miejsce napierśnika.

Uważam jednak, że twórcy obiecywali chyba nieco więcej, niż ostatecznie zostało to zaimplementowane w kwestii wpływu rynsztunku na to, jak reagują na nas NPC. Jasne – im „ładniejszy” strój, tym więcej postać posiada charyzmy (często też jest bardziej widoczna przez co negatywnie odbija się to na umiejętności pozostania niezauważonym podczas skradania się). Pomaga to w testach podczas rozmowy przy próbach wpłynięcia na kogoś poprzez zrobienie na nim wrażenia. Wciąż jednak ogranicza się to praktycznie tylko do zadań fabularnych.

W pozostałych aspektach jedyne, co się zmienia, to generycznie rzucane powitana przy rozmowach typu „wyglądasz jakby ktoś Cię napadł” bądź „ale piękna zbroja – organizują turniej konny?”. Są one kompletnie bez znaczenia i na dłuższą metę przestają robić wrażenie. Czasami można próbować wykorzystać przebranie, aby uzyskać dostęp do pewnych chronionych miejsc – wydaje mi się jednak, że okazji tego typu jest zbyt mało. A szkoda, bo ten pomysł miał ogromny potencjał.


Pójdź tu, zabij to, przynieś tamto

W kwestii questów na ogół nie jest wyśmienicie. Większość zadań to typowe misje kurierskie, polegające na ubiciu czegoś, zebraniu pewnej ilości jakichś przedmiotów, bądź pojechaniu do innego miejsca i pogadaniu z konkretnym NPC. Te ostatnie są najciekawsze, bo często dotyczą jakichś niecodziennych historii, momentami pojawiają się śmieszne nawiązania i easter-eggi. Wciąż jednak to tylko krople w oceanie generycznych, mało angażujących zadań. Na szczęście główny wątek fabularny jest dość intrygujący. Myślę, że najbardziej zainteresowani będą jednak ludzie interesujący się historią średniowiecznych Czech.


Mierz dwa razy – tnij raz

System walki z pewnością jest jednym z najbardziej udanych elementów Kingdom Come: Deliverance. Myślę, że najbliżej mu tego, co zaprezentowało wydane ponad rok temu For Honor. Wyciągając broń białą, na wybranym przeciwniku widzimy 5 stref trafienia – głowę, górną oraz dolną strefę po lewej i prawej stronie. Oprócz tego możemy wybrać pomiędzy cięciem lub pchnięciem (w przypadku pchnięć mamy wybór jedynie między ciosem w głowę lub w tors). Odpowiednie łączenie ciosów sekwencje pozwala na wykorzystanie wyuczonych technik. Ponadto wykonanie bloku w odpowiednim momencie nie tylko nie obniża naszego poziomu kondycji, ale również pozwala wyprowadzić bardzo skuteczny kontratak.

Wszystko jest wyjaśnione w bardzo przystępny sposób w postaci „samouczka”, który jest podzielony na kilka części i wprowadzony jako element szkolenia, które Henryk odbiera od różnych postaci podczas trwania rozgrywki. W przypadku walki na dystans, podczas korzystania z łuku nie ma w grze celownika. Gracz musi sam odkryć oraz przyzwyczaić się do tego, jak zachowuje się łuk oraz strzała. Dzięki temu rozwiązaniu strzelanie z łuku staje się sztuką samą w sobie – doskonalenie której może stać się zajęciem na dobrych parę godzin. System nie jest pozbawiony wad, wciąż jednak pozostaje jednym z najlepszych, z jakim zdarzyło mi się spotkać w grach action-RPG.


Sielskie widoczki i dźwięki natury

Graficznie Kingdom Come przedstawia się… przyzwoicie. Nie ujrzymy tutaj zapierających dech w piersiach widoków, fotorealistycznej wody lub absurdalnie szczegółowych modeli postaci. Gra jest jednak niewątpliwie ładna, cieszy oko (zwłaszcza lasy) i nie przeszkadza w zatopieniu się w klimacie średniowiecznych Czech. Pojawiają się jednak problemy z optymalizacją, momentami tekstury doczytują się zbyt długo a niektóre postaci potrafią przespacerować kilka dobrych metrów bez głowy, stóp lub pewnych elementów ubioru.

Od strony dźwiękowej jest trochę lepiej – muzyka dobrze komponuje się jako tło i nie jest nachalna. Postaci są dobrze ugłosowione (przynajmniej w wersji angielskiej) i „robią” klimat. Jedyny minus jaki widzę to brak czeskiego dubbingu. Jestem przekonany, że gra z czeskim dubbingiem i możliwością włączenia napisów bardzo zyskałaby na imersji. Brak takiej opcji jest tym dziwniejszy, że Kumani mówią po turecku, niezależnie od wybranej wersji językowej.


Robale, karaluchy i pluskwy

Niestety praca nad ambitnymi projektami jako względnie małe, niezależnie studio nie jest pozbawione wad. Jednym z nich są moce przerobowe tak małej ekipy nad tak dużą grą, jaką niewątpliwie jest Kingdom Come. To w tym głównie upatruję powodu występowania dość sporej ilości bugów obecnych w tytule. Lwia część problemów została zaadresowana podczas pierwszych tygodni od premiery. Wciąż jednak wiele z nich pozostaje problemem do dziś, jak wspomniane już doczytujące się długo tekstury. Na szczęście ja nie natrafiłem na żadne błędy uniemożliwiające ukończenie gry. Mimo to na forum Steam Kingdom Come można się natknąć na liczne problemy powodujące korupcję stanów zapisu bądź utrudniające rozwiązanie pewnych zadań. W dużym skrócie podejmując się rozgrywki trzeba się liczyć z koniecznością szukania rozwiązań problemów technicznych w razie potrzeby. Całe szczęście nie jest to skala problemu znana z chociażby niefortunnego Elexa…


Posłowie tudzież rozdział ostatni

Podsumowując, Kingdom Come: Deliverance jest przyzwoitym RPGiem. Tylko tyle i aż tyle. Czy oczekiwania były większe? Z pewnością tak – przynajmniej trochę. Czy to jednak oznacza, że bawiłem się źle? Nie – Henryk okazał się naprawdę sympatyczną postacią, podobnie jak duża część z tych bardziej istotnych, które się spotyka po drodze. Do Wiedźmina 3 trochę mu daleko, ale polski hit postawił poprzeczkę naprawdę wysoko. Uważam zatem, że biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw Królestwo Przyszło i Dostarczyło kawał dobrej rozrywki, którą można się zachwycić. Pamiętać należy o dość wymagającym poziomie trudności na początku oraz mogącym irytować realizmie gry (konieczność jedzenia, picia, zapisywanie gry tylko podczas snu). Jeżeli jednak imersja jest tym, czego szukasz, to Kingdom Come: Deliverance jest doskonałym wyborem.


Zainteresowany? Kup teraz!

zvr
Twoja reakcja
R E K L A M A
Kingdom Come: Deliverance
7.3
Kingdom Come: Deliverance
Zalety
  • System walki
  • Setting/świat gry
  • Realizm
  • Ciekawy główny wątek fabularny
Wady
  • Bugi
  • Z czasem potrafi znużyć
  • Grafika
    7
  • Ścieżka dźwiękowa
    8
  • Radocha z gry
    7
Kategorie
Recenzje / pierwsze wrażenia

Student informatyki, komentator esportowy i entuzjasta gier komputerowych. Czasami lubi popisać o tym dlaczego ta gra jest taka dobra/tragiczna