Pierwsze wrażenia Fallout 76

Witajcie w post-apokaliptycznym świecie! Stało się! Fallout 76 pojawił się na monitorach i gracze na całym świecie usiedli do testowania najnowszej gry ze stajni Bethesdy. Tradycyjnie, społeczność była podzielona,...

Witajcie w post-apokaliptycznym świecie!

Stało się! Fallout 76 pojawił się na monitorach i gracze na całym świecie usiedli do testowania najnowszej gry ze stajni Bethesdy. Tradycyjnie, społeczność była podzielona, ponieważ seria przyzwyczaiła nas do grania single player, do trudnych decyzji i świetnej fabuły, a Fallout 76 serwuje nam zupełnie inny sposób rozgrywki.

Najprościej rzecz ujmując, mówimy tu o nieco ograniczonym pomyśle na MMORPG, gdzie gracze kreują sami wizję świata i sami go zaludniają. To znaczy, że nie uświadczymy NPC, poza robotami, które przetrwały wojnę atomową, a wszystkie interakcje związane są z innymi graczami.

Słowem, po 25 latach wychodzimy z Krypty 76 i jesteśmy pośród grupy szczęśliwców, którzy na nowo mają budować cywilizację w obszarze Zachodniej Wirginii. Jednak świat nie przypomina tego, który znamy. Fallout 76 to zgliszcza, ruiny, zatrute rzeki, promieniowanie, mutanty, potwory… Witajcie w klimatach post-apo!

Oczywiście, to nie jest zarzut, każdy fan Fallouta kocha to uniwersum. Możliwość wolnej eksploracji, rozwoju postaci, craftingu i grupowych misji oraz pojedynków PvP mogła przykuć uwagę. Na ile Bethesda dotrzymała obietnicy złożonej graczom? Sprawdźmy!


Nazywam się Ganisz i chciałem być technikiem

Tworzenie postaci w Fallout zawsze było kluczowym elementem. I na szczęście wiele rozwiązań zostało przeniesionych do F76. Ze względu na to, że gramy w co-op survivalowy, to rozwój naszej postaci jest powiązany ze zdobywaniem doświadczenia i odblokowywaniem kolejnych poziomów naszych statystyk, które znamy z poprzednich odsłon.

Dodatkowo, do każdej ze statystyk ustawiamy perki w postaci kart, które możemy w dowolnej chwili zmienić, dostosowując się do potrzeby chwili. I to jest fajne, zwłaszcza, że są perki, które ułatwiają grę graczom, którzy w pojedynkę zwiedzają Appalachy.

Jednak, brakuje mi tego, że akcenty na np. inteligencje, która pozwalała grać w poprzednie odsłony w innym stylu niż bij/zabij, tutaj nie ma takiego przełożenia. Oczywiście, lepiej korzystam z medykamentów, tworze lepsze bronie, ale to wszystko.

R E K L A M A

Słowem, muszę strzelać i walić do ghuli z tego, co mam pod ręką, bo rozmawiać się nie da! I teraz przejdziemy do V.A.T.S, czyli systemu, który w poprzednich odsłonach dawał nam możliwość turowego prowadzenia walki. W F76 sprowadza się do auto-celowania, które zjada nasze punkty akcji. Jest to mocne uproszczenie idei, której nie dało się przenieść do tego trybu rozgrywki.


Cicho wszędzie, głucho wszędzie

Świat jest zniszczony. Nie ma NPC, są gracze, którzy przewijają się nam w tle. Zupełnie nie musimy z nimi kooperować, żeby bawić się w Fallout 76, co samo z siebie powoduje, że podstawowy element kooperacji przestaje być kluczowy. Co więcej, na mapie może grać zaledwie 24 graczy jednocześnie, co mocno ogranicza możliwości współpracy.

Podążamy głównym wątkiem zadań w postaci zapisów naszej Nadzorczyni z Krypty 76, która przed nami opuściła schron i zostawia nam podpowiedzi i historie, które możemy odsłuchać. Dzięki temu, poznajemy świat. Oczywiście, poza głównym wątkiem mamy zadania poboczne oraz zadania obszarowe, które aktywują się po przekroczeniu granicy danego regionu. Możemy chronić np. fabrykę żywności, albo odpierać ataki mutantów.

I to są jedyne opcje, na które możecie liczyć w przypadku grania z innym, żywym graczem. Chyba, że gracie z kumplami, wówczas gra zdecydowanie nabiera rumieńców. Jednak bugi w grze, spadki fps i znikanie drużyny może to całkowicie zabić.


Kim jesteś? Zbieraczem i majsterkowiczem!

F76 to zabawa w zbieractwo, co samo w sobie nie jest głupim pomysłem, wszakże jesteśmy pionierami, którzy mają odbudować świat. Jednak, po kilku godzinach biegania, po skądinąd ciekawym regionie Zachodniej Wirginii, staje się to nieco nudne.

Zbieractwo jest podstawą craftingu, czyli budowania swojego obozu – który możemy rozstawić w dziczy i go rozbudowywać, jako własną bazę – sprzętu, medykamentów, broni i pancerza. I ten patent jest w porządku, ale to zdecydowanie za mało dla takiego tytułu jakim jest Fallout 76!

Odrzucając dwie wyżej wymienione aktywności, pozostaje nam jedynie zwiedzanie świata i strzelanie do potworków. I jak na początku to wystarczy, to im bardziej jesteśmy zaawansowani, tym bardziej będziemy znudzeni, ponieważ gra ma niewiele więcej do zaoferowania.

Ponieważ to gra survivalowa, dlatego musimy zadbać o jedzenie i wodę dla naszego herosa. Oczywiście, należy zwracać uwagę na poziom napromieniowania, które pojawia się w związku z życiem w świecie po wojnie nuklearnej. Zatem kontakt z wodą, potworami, jedzenie nieprzetworzonego mięsa, etc. Wpływa na napromieniowanie, które obniża naszą pulę żywotności, a brak jedzenia lub wody wpływa na nasze punkty akcji.


To nie promieniowanie zabija F76…

Największym problemem Fallout 76 są bugi. Te pojawiają się w różnych sytuacjach, ale najbardziej irytujące są niewidzialne potwory, albo teleportujące się potwory, czy znikające przedmioty. I to mnie boli najbardziej, bo babol wynika z niedokładności i niedbalstwa. To serio powoduje, że mamy dosyć.

Brak ładujących się tekstur zabija klimat. I to kolejny problem, który wynika z niedopracowania. Oczywiście, liczę na patche, ale tak być nie powinno w grze, która miała być kontynuacją wybitnej serii. Sama grafika, też nie jest na plus, bo silnik jest zbudowany na mocno przestarzałych rozwiązaniach. I to po prawdzie mi jeszcze tak bardzo nie doskwiera, bo kuriozalnie szary, brudny i brzydki świat pasuje mi do klimatu F76. Jednak, nie takich rozwiązań spodziewamy się po grze z serii Fallout.

Dokładając wyżej wymienione kwestie do bardzo ograniczonej aktywności z innymi graczami oraz brakiem treści w samej grze, zaczynamy zbliżać się do miejsca, w którym mógłbym powiedzieć, nie polecam tej gry, ale…


Tajemniczy składnik

Nie wiem na ile to moje własne odczucia, a na ile odczucia grających, ale ta gra ma coś w sobie! I pomimo licznych wad, przykuwa do monitora. Być może to dziecięce marzenia o MMORPG w świecie Fallout? Nie wiem, ale grając i wkurzając się, jednocześnie dostaję masę funu z każdej nowej broni, zakończonego zadania, czy odkrycia kolejnego skrawka mapy.

Biorąc pod uwagę zaludnienie serwerów i informacje o sprzedaży F76, chyba nie jestem odosobnionym przypadkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że uważam z całą stanowczością, że F76 to idealny przykład na zmarnowany potencjał.

Nie wiem, czy da się to jeszcze zmienić w ramach wchodzących aktualizacji, ale liczę, że Bethesda nie zostawi najmłodszego dziecka bez opieki. Ta gra ma potencjał na to, aby zaorać rynek MMO, tylko ktoś musi do tego usiąść i zaplanować zmiany. Całą masę zmian.


Podsumowanie

Jako fan serii mam syndrom rozdartej sosny. Z jednej strony jestem totalnie zawiedziony wprowadzonymi rozwiązaniami, albo raczej brakiem zapowiedzianych rozwiązań. Z drugiej strony, chłonę klimat Appalachów pełną piersią.

Czy poleciłbym ten tytuł? W obecnej formie jedynie dla fanów serii, którzy kochają klimat post-apo, bo ten wycieka z gry. Jednak, realnie poczekałbym na kilka łatek i patchy rozszerzających rozgrywkę, bo na dziś, to wasz własny entuzjazm musi przysłaniać braki.

Pytanie do Was, czy macie na tyle dużo entuzjazmu?

zvr
Twoja reakcja
R E K L A M A
Kategorie
GryRecenzje / pierwsze wrażenia

Marcin "Ganisz" Rausch, założyciel i redaktor naczelny portalu - dla mnie celem grania jest przede wszystkim FUN i społeczność graczy, bez której nawet najlepszy tytuł można wyrzucić do kosza. Jestem ojcem i mężem, ale zawsze będę graczem! Ulubione powiedzonka: "Baw się, życie kabaretem jest" , "GL, HF!"